Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

2 marca 2018

NR 11 (Styczeń 2016)

Logopeda w roli diagnosty

0 394

W obecnej sytuacji logopeda ma słabą pozycję w dziedzinie diagnozy, choć dysponuje niezbędnymi kompetencjami i narzędziami. W skrajnie niekorzystnej sytuacji psychologowie, psychiatrzy i neurolodzy przejmą wiodącą rolę w procesie rozpoznawania większości zaburzeń mowy, pozostawiając logopedom terapię. Taki czarny scenariusz jest możliwy przy biernym zachowaniu się logopedów lub organizacji ich reprezentujących. Tymczasem warto walczyć o wizerunek logopedy jako diagnosty, a tym samym o podniesienie jego prestiżu zawodowego i społecznego.

Pejzaż diagnostyczny

Znaczący postęp w zakresie diagnostyki logopedycznej nie idzie w parze z umacnianiem roli logopedy jako diagnosty. Można posiadać dobre narzędzia, a nie mieć możliwości ich wykorzystania lub brakuje po prostu chęci. Przyjęcie przez logopedę roli nowoczesnego diagnosty jest utrudniane przez następujące zjawiska:

  1. W programie większości studiów logopedycznych nie ma wyodrębnionego przedmiotu diagnostyka logopedyczna, opartego na metodologii badań (Janas-Kaszczyk, Tarkowski, 1991). Panuje błędne przekonanie, że niezbędne umiejętności można opanować przy okazji zdobywania wiedzy na temat różnych zaburzeń mowy. 
  2. W witrynach internetowych poradni psychologiczno-pedagogicznych pisze się przeważnie o diagnozie psychologiczno-pedagogicznej, a wspomina jedynie o pomocy logopedycznej, polegającej przede wszystkim na stymulacji lub korekcji. 
  3. W opiniach wydawanych przez ww. poradnie rzadko pojawiają się wyodrębnione wyniki badań logopedycznych, które występują czasem na obrzeżach diagnozy pedagogicznej. Podobnie jest w dokumentach wydawanych przez placówki ochrony zdrowia. Nie ma przyjętego standardu w zakresie prezentowania wyników badań logopedycznych na podstawie uznanych metod.
  4. Rozpoznanie logopedyczne jest bardziej widoczne w ofertach internetowych poradni lub gabinetów prywatnych, aczkolwiek zdarzają się żenujące propozycje „diagnozy w pigułce”. Dni otwartych diagnoz logopedycznych są akcją pożądaną – pod warunkiem, że w przekazie medialnym nie będzie dominowało rozpoznawanie wad wymowy, które utrwala niekorzystny wizerunek logopedy jako specjalisty od „seplenienia i szeplenienia”.
  5. Lekarze i psychologowie nie są zainteresowani umacnianiem się logopedy w roli diagnosty, gdyż takie działanie odbierają przeważnie jako konkurencyjne.
  6. Odbiorcy usług postrzegają logopedę bardziej jako osobę prowadzącą ćwiczenia mowy niż stawiającą diagnozę (Tarkowski, 2005).
  7. Logopedzi nadal są nieobecni w zespołach orzekających o stopniu niepełnosprawności dotyczącej m.in. osób z zaburzeniami mowy. 

Aby umocnić logopedę w roli diagnosty, należy odejść od jego wizerunku jako nauczyciela lub rehabilitanta mowy, co jest zadaniem trudnym (Tarkowski, Jastrzębowska, 2013).

Aktywność diagnostyczna logopedy

Ze względu na aktywność diagnostyczną można podzielić logopedów na:

  • aktywnych,
  • biernych,
  • niezdecydowanych.

Logopedów aktywnych w procesie diagnozowania cechuje:

  • szeroka i pogłębiona wiedza dotycząca zaburzeń mowy i rozwoju języka oraz metodologii badań,
  • znajomość różnych metod diagnostycznych (obserwacji, wywiadu, eksperymentu, testu, skali, kwestionariusza, sondażu, badań dodatkowych),
  • korzystanie z tych metod w codziennej praktyce,
  • stosowanie testów wystandaryzowanych i znormalizowanych,
  • opracowywanie wyników badań logopedycznych z jasnym rozpoznaniem,
  • aktywne uczestniczenie w zespołach diagnostycznych oraz prezentowanie wyników własnej diagnozy,
  • postawa nonkonformistyczna, zrywająca z dotychczasowym stereotypem logopedy.

Przykłady aktywnej postawy logopedy jako diagnosty znajdujemy w różnych publikacjach, a także w praktyce. Niestety, częstym zjawiskiem jest postawa pasywna, wynikająca z:

  • niedostatecznej wiedzy,
  • nieznajomości metod i technik diagnostycznych,
  • braku motywacji do ich stosowania,
  • lęku przed diagnozowaniem,
  • unikania sporów kompetencyjnych pojawiających się w diagnozie zespołowej,
  • tendencji do korzystania z cudzego rozpoznania,
  • nieuczestniczenia w orzecznictwie,
  • niezrozumienia istoty i znaczenia diagnozy.

Diagnoza to proces podejmowania decyzji, a samo rozpoznanie jest obciążone ryzykiem popełnienia błędu. Kto bardzo się tego obawia, ten woli posługiwać się cudzą diagnozą, szczególnie wtedy, gdy pochodzi ona od specjalisty obdarzonego większym autorytetem. Logopeda bierny unika sporów kompetencyjnych, ponieważ czuje się niepewnie. Może mieć gabinet wyposażony w wystandaryzowane i znormalizowane testy lub skale, ale korzystać z nich rzadko lub wcale. Nie rozumie znaczenia diagnozowania dla podniesienia prestiżu zawodowego i społecznego.

Z kolei logopeda niezdecydowany zachowuje się odmiennie w zakładzie publicznym oraz gabinecie prywatnym. Jest bierny w instytucji, zaś aktywny na polu własnej działalności. Unika w ten sposób sporów kompetencyjnych i czerpie korzyści ze stawiania diagnozy.

Spór o diagnozę

Stawianie diagnozy ma przemożny wpływ na orzecznictwo i postępowanie postdiagnostyczne. Widać to wyraźnie w relacji między lekarzem a rehabilitantem. W instytucji medycznej ten pierwszy stawia rozpoznanie i temu drugiemu zleca wykonanie określonych zabiegów i ćwiczeń. Po ich przeprowadzeniu to lekarz dokonuje powtórnej diagnozy, najczęściej nie pytając rehabilitanta o opinię na temat pacjenta. Ten zaś wie, że zasadnicze decyzje (orzecznictwo) podejmuje lekarz, a nie rehabilitant. Odzyskuje on autonomię w gabinecie prywatnym, gdzie zarówno stawia diagnozę, jak i prowadzi rehabilitację, nie ryzykując konfliktu z lekarzem.

Wielce pouczająca jest historia rozpoznawania dysleksji. Kiedyś mówiło się o trudnościach w czytaniu i pisaniu, a ich diagnoza mieściła się w kompetencjach pedagogów. Gdy dodano do tego tradycyjnego terminu określenie „specyficzne”, proces diagnostyczny został zdominowany przez psychologów. Podobne zakusy obserwuje się w przypadku opóźnionego rozwoju mowy (ORM), który jest tradycyjnie rozpoznawany przez logopedów. Chęć zastąpienia terminu ORM przez SLI (specyficzne zaburzenie językowe, ang. specific language impairment) i akcentowanie specyfiki zaburzenia może spowodować, że diagnozę przejmą psychologowie, pozostawiając logopedom stymulacje i terapię, a więc procesy znacznie trudniejsze. Spór o diagnozę jest widoczny także w przypadku mutyzmu. To zaburzenie mowy, jak każde inne, powinno być rozpoznawane przez logopedów, ale niektórzy uważają, że milczące dzieci należy kierować do psychologa lub psychiatry.

Walka toczy się o przejęcie diagnozy, a nie terapii, która jest chętnie przekazywana specjalistom niższej rangi. W skrajnie niekorzystnym rozwiązaniu logopedzie pozostanie rozpoznanie dyslalii, bo psychiatrzy lub psychologowie przejmą diagnozę mutyzmu i jąkania, neurolodzy lub neuropsycholodzy – diagnozę afazji i dyzartrii, zaś psycholodzy – diagnozę SLI i dysleksji. Taki czarny scenariusz jest możliwy przy biernym zachowaniu się logopedów lub organizacji ich reprezentujących.

Diagnoza jako usługa

W ujęciu marketingowym (Tarkowski, 1994) diagnoza jest usługą, która z istoty jest: niematerialna, niewymierna, nietrwała, trudna do wystandaryzowania, a tym samym do wyceny, oraz ma niedookreślonego właściciela (np. czyj jest wynik badania). Proces polepszania jakości usług diagnostycznych polega na:

  • ich wzbogacaniu o dobra materialne (np. aparaturę, testy, skale, pomoce),
  • stosowaniu różnych wskaźników i metod pomiaru, 
  • ujednolicaniu (standaryzacji) procesu diagnostycznego i dążeniu do ustalenia kanonu,
  • powtarzaniu w celu zwiększania trafności i rzetelności badań,
  • wprowadzeniu cennika usług na podstawie kosztorysu,
  • przechowywaniu wyników badań, których formalnym właścicielem jest klient.

W porównaniu do usług diagnostycznych usługi terapeutyczne są: mniej wymierne, mniej trwałe i mniej wystandaryzowane. Nic więc dziwnego, że pozycja i sytuacja diagnosty jest lepsza niż sytuacja terapeuty. 

Rodzaje diagnozy

Najogólniej rzecz ujmując, diagnoza jest to rozpoznanie chorób lub zaburzeń na podstawie występujących objawów. W kompetencjach logopedy leży rozpoznawanie – niezależnie od toczących się sporów terminologicznych – wszystkich zaburzeń mowy, czyli: afazji, dyzartrii, dyslalii, dysglosji, jąkania, mutyzmu, mowy bezładnej (giełkotu), oligofazji i schozofazji.

Można wyróżnić trzy rodzaje diagnozy:

  • sumaryczną,
  • hierarchiczną, 
  • systemową.

Z diagnozą sumaryczną mamy do czynienie wtedy, gdy niezależnie od siebie badania prowadzą lekarz, logopeda, pedagog i psycholog, a ich opinie dodaje się bez podsumowania. Dokumentacja rośnie, a problem pozostaje nierozwiązany.

Diagnoza hierarchiczna ujawnia się w czasie rywalizacji o to, czyja diagnoza jest ważniejsza, co nie oznacza, że słuszniejsza. Tendencja ta jest widoczna w czasie pracy różnych zespołów diagnostycznych, a jaskrawym jej przykładem są opinie sporządzane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne, których schemat wygląda niezmiennie tak samo: na pierwszym miejscu są wyniki badań lekarskich, na drugim – psychologicznych, na trzecim – pedagogicznych. Nasuwa się pytanie, gdzie powinny zostać umieszczone wyniki badań logopedycznych.

Wspomniana hierarchia znika lub jest mocno ograniczona w diagnozie systemowej, skupionej na problemie osoby i patomechanizmie zaburzenia. Poszczególni diagności starają się nie tylko pozostawić rozpoznanie, ale też wnieść istotne informacje służące terapii. Relacje między nimi są nie hierarchiczne, lecz symetryczne, gdyż wzajemnie korzystają ze swoich diagnoz oraz opracowują wspólną opinię (Tarkowski, 1995).

Jedność procesu diagnostyczno-terapeutycznego

Diagnoza dla diagnozy jest sztuką dla sztuki. Diagnosta poprzestający na rozpoznaniu nie może sprawdzić jego trafności w postępowaniu postdiagnostycznym. Proces etykietowania lub stygmatyzacji jest działaniem administracyjnym, w którym diagnosta odgrywa rolę urzędnika odpowiedzialnego za sprawne działanie systemu klasyfikacyjno-orzekającego (Tarkowski, 1986).

Diagnosta, który nie prowadzi jednocześnie terapii, stara się ją zlecić lub przekazać instytucji (np. przedszkolu, szkole), innemu pracownikowi lub rodzinie. Następuje więc rozerwanie procesu diagnostyczno-terapeutycznego na dwa człony, między którymi brak jest powiązania lub są one sformalizowane i powierzchowne. Ta jedność zostanie przywrócona, jeżeli będzie przestrzegana podstawowa zasada: kto stawia diagnozę, ten także prowadzi terapię. Innymi słowy, specjalista rozpoznający np. ORM lub SLI jednocześnie stymuluje dziecko z tym zaburzeniem, a nie przekazuje lub zleca to zadanie komu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy