Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki logopedy

21 listopada 2018

NR 28 (Listopad 2018)

Czy warto uczęszczać na różne terapie wspomagające rozwój?

0 240

Proces diagnozy i terapii trzeba zaplanować i trafnie poukładać całość. Bardzo często bywa tak, że nieprawidłowa mowa to „wierzchołek góry lodowej”. Zaburzenia mowy łączą się bowiem z innymi dysfunkcjami rozwojowymi, a obraz objawów logopedycznych miesza się z innymi trudnościami.

Wyzwania dla współczesnych terapeutów

Czasy, w których żyjemy, stawiają nam – logopedom, pedagogom, nauczycielom, psychologom oraz terapeutom – nowe wyzwania. Aby im sprostać, konieczna jest nieustanna potrzeba doskonalenia umiejętności. Dlatego uczestniczymy w specjalistycznych kursach i rozmaitych studiach podyplomowych, chcemy bowiem wiedzieć, jak pracować z podopiecznymi, którzy rozwijają się nieharmonijnie. Dzieci ciągle nas zaskakują: czasem robią postępy, potem widzimy u nich regres, a niekiedy wydaje się, że stoją w miejscu. Dzieci i rodziny, które trafiają do naszych placówek, z jednej strony potrzebują naszego doświadczenia, z drugiej – oczekują od nas umiejętności, ale przede wszystkim naszego rozsądku, zrozumienia problemów, zaangażowania i wsparcia. Tylko dbając o zapewnienie jednego i drugiego, mamy szansę pomóc dzieciom i ich rodzinom na niełatwej drodze dojrzewania, rozwijania potencjału i walki o lepszą jakość życia.

Proces diagnozy i terapii trzeba zaplanować i trafnie poukładać całość. Najważniejsze jednak, aby logopeda w trakcie terapii widział w pacjencie człowieka i dawał mu szansę na rozwój, zabawę i odpoczynek.

W powołanie zawodowe logopedy czy terapeuty muszą być wpisane empatia, cierpliwość, wyrozumiałość i mądrość. Jako specjaliści mający pod opieką dzieci z różnymi dysfunkcjami powinniśmy umieć postawić wieloaspektową, niekiedy zespołową, diagnozę oraz zaplanować odpowiednio dobraną (i często długotrwałą) terapię. Ten proces trzeba zaplanować i trafnie poukładać całość. Najważniejsze jednak jest to, aby w naszych terapiach widzieć człowieka i dawać mu szansę na rozwój, zabawę i odpoczynek. Dlatego musimy uważnie obserwować podopiecznych i ich rodziny, aby rozpoznać dysfunkcje, potrzeby, mocne strony i trudności. W procesie terapeutycznym winniśmy naszych podopiecznych wspierać, wspomagać i uczyć oraz zauważać ich nawet najmniejsze sukcesy, bo właśnie one będą wpływały na jakość ich życia.

Doświadczenie wskazuje, że w rzeczywistości XXI w. często już nie wystarczy być tylko logopedą. Zaburzenia mowy łączą się bowiem z innymi dysfunkcjami rozwojowymi, a obraz objawów logopedycznych miesza się z innymi trudnościami. Czasami nie wiadomo, od czego należy zacząć terapię. Zatem już w ramach studiów logopedycznych czy neurologopedycznych warto słuchaczom zaproponować elementy różnych metod wspomagających terapię logopedyczną, aby późniejszy logopeda potrafił zinterpretować objawy zaburzeń współistniejących. Obecnie bowiem najczęściej na terapię zgłaszają się dzieci z zaburzeniami łączonymi. Z mojej własnej praktyki wynika, że nieprawidłowa mowa to wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o problemy, jakie występują u dziecka. Pacjenci zazwyczaj w pierwszej kolejności trafiają do logopedy, bo rodzice mają już świadomość, jak ważna jest praca nad mową i komunikacją.

Celem tego artykułu jest przedstawienie studium przypadku rodziny wychowującej troje dzieci, które były (i nadal są) pod opieką wielu specjalistów i korzystały z zajęć wspomagających rozwój różnymi metodami.

Omawiana rodzina po raz pierwszy trafiła do specjalistów przed kilkunastu laty z powodu niewielkich trudności obserwowanych u najstarszej córki. Był to moment pojawienia się nowoczesnych metod wspomagających rozwój. Kolejne dzieci urodzone w tej rodzinie trafiały do specjalistów zdecydowanie wcześniej niż najstarsza córka. Rodzice, nauczeni doświadczeniem płynącym z terapii pierwszego dziecka, zgłaszali młodsze dzieci do specjalistów już w wieku kilku lat, potrafili bowiem rozpoznać pierwsze niepokojące objawy zaburzeń.

Przedstawione studium rodziny pokazuje, jak zmieniła się rzeczywistość, w której żyjemy. Dziś małemu dziecku możemy zaproponować wiele metod wspomagających jego nieharmonijny rozwój. Zmiana nastąpiła w świadomości zarówno rodziców, nauczycieli, jak i terapeutów.

Dzisiaj potrafimy zaoferować wczesne wspomaganie dziecku, u którego obserwujemy nawet niewielkie deficyty rozwojowe. A jeszcze przed kilkunastu laty, gdy nie można było zdiagnozować „twardych” objawów neurologicznych, nie było możliwości wdrożenia niczego innego oprócz terapii logopedycznej i rehabilitacji ruchowej. Obserwujemy także, że zmienił się dostęp do specjalistów. Obecnie mamy wielu dobrze wykształconych logopedów i terapeutów, a szansa na korzystanie ze specjalistycznej terapii jest dziś zdecydowanie większa.

Przedstawione w artykule dzieci na początku swojej drogi terapeutycznej trafiły do logopedy, potem – do terapeuty pedagogicznego, następnie – na integrację sensoryczną i kolejne zajęcia prowadzone różnymi metodami. Każde dziecko na starcie przejawiało tylko niewielkie dysfunkcje, które jednak wpływały na jego funkcjonowanie w rodzinie, w przedszkolu, szkole i w relacjach społecznych.

Zapoznanie z charakteryzowaną rodziną

Z rozmowy z rodziną wynika, że uważa się ona za zwykłą, normalną rodzinę wychowującą troje dzieci z „niewielkimi trudnościami”, nie zdiagnozowano bowiem u nich mózgowego porażenia dziecięcego, niepełnosprawności intelektualnej czy zaburzeń ze spektrum autyzmu. Dzieci wychowywały się w środowisku wielkomiejskim, a następnie rodzina przeniosła się na przedmieścia. Rodzice mają wykształcenie wyższe – pedagogiczne. Dużo pracują, bo oboje są zatrudnieni na dwóch pedagogicznych etatach, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki do rozwoju i nauki. Rodzice uważają, że na zajęcia (w tym terapie) stymulujące rozwój nie należy żałować pieniędzy, a „wybór dobrej prywatnej szkoły da ich dzieciom lepsze szanse edukacyjne”.

Jagoda


Dziewczynka urodziła się jako pierwsze dziecko w połowie lat 90. Rodzice byli młodzi, niedoświadczeni, bezpośrednio po studiach. Każde zaczynało pierwszą pracę pedagogiczną. Oboje dużo czasu poświęcali córce. Kupowali zabawki edukacyjne, czytali książki, dziewczynka korzystała też z różnych form życia kulturalnego. Była wychowywana „bezstresowo”. Nie uczęszczała do żłobka, rodzice bowiem zamiennie sprawowali nad nią opiekę.

Ciąża z Jagodą przebiegła prawidłowo. Mama jeszcze studiowała i zgłaszała w obciążeniach tylko stres egzaminacyjny. Zaplanowany poród rodzinny „w najlepszym szpitalu”, niestety, nie był łatwy, Jagoda bowiem okazała się bardzo dużym dzieckiem (4,5 kg), czego nie wykazywało USG. Poród nie był znieczulany, indukowany dużymi dawkami oksytocyny.

Czas porodu przedłużał się, matka traciła siły, dziecko było „wyciskane” z pomocą lekarza. Mimo to Jagoda uzyskała 10 punktów w skali APGAR.

W okresie niemowlęcym i poniemowlęcym w opinii rodziców dziewczynka rozwijała się prawidłowo. Zgodnie z książkowymi normami zdobywała kolejne kroki milowe, chociaż była trochę większa i cięższa od rówieśników i nieco mniej „zgrabna ruchowo”. Natomiast nadrabiała błyskotliwością, elokwencją i nadzwyczajną komunikatywnością. Mowa była jej mocną stroną i rozwijała się bardzo szybko, jednak od początku występowały zaburzenia artykulacji w formie dyskretnej międzyzębowości głosek dentalnych i dentalizowanych. Zaburzenia artykulacji były spowodowane nieprawidłowymi funkcjami orofacjalnymi, obniżonym napięciem mięśniowym i zgryzem otwartym. Jagoda była bardzo ruchliwym dzieckiem; „wszędzie było jej pełno”, cały czas na coś wpadała, a „buzia jej się nie zamykała”. Miała problem z porządkowaniem zabawek, nie sprzątała po sobie. W takich sytuacjach młodzi rodzice ją wyręczali, ponieważ wychowywali dziecko „bezstresowo” (pod koniec lat 90. panowała moda na taki rodzaj wychowania). Chociaż pojawiały się pierwsze trudności, np. dziewczynka była bardzo ruchliwa, głośna, szybko się nudziła (męczyła) podczas wykonywania różnych czynności, nie kończyła rozpoczętej zabawy, często zmieniała aktywność, brudziła się, potykała i przewracała, to jednak niedoświadczeni i nieświadomi rodzice nie zauważali tych objawów.

W wieku trzech lat Jagoda zaczęła uczęszczać do „dobrego” przedszkola. Było to społeczne przedszkole integracyjne, prowadzone metodą Marii Montessori. Niestety, przedszkole znajdowało się na drugim końcu miasta i dziewczynka w autobusie spędzała dwie godziny dziennie przez kolejne trzy lata. W innowacyjnym jak na tamte czasy przedszkolu Jagoda funkcjonowała dobrze, nie sprawiała większych trudności wychowawczych, może była nieco mniej sprawna ruchowo w porównaniu do rówieśników, ale za to uwielbiała występować na scenie, miała bardzo dobrą pamięć, szybko uczyła się tekstów do przedstawień, miała też świetne relacje rówieśnicze i była lubiana przez dzieci i nauczycieli.

Pod koniec lat 90. dziewczynka uczęszczała na różne stosowane wówczas terapie: na zajęcia logopedyczne, na zajęcia prowadzone metodą dobrego startu i zajęcia metodą Dennisona. Chodziła również dwa razy w tygodniu na zajęcia baletowe. Do zerówki jednak trafiła do pobliskiego dzielnicowego przedszkola, ponieważ mama dziewczynki była w ciąży i nie mogła sobie pozwolić na daleki dojazd do dotychczasowego przedszkola. W nowej placówce zaczęły się pierwsze problemy z nauką czytania i pisania, chociaż dziewczynka kompensowała je uczeniem się na pamięć tekstów czytanek, natomiast „szlaczki robiła niestarannie i brzydko”.

W progi szkoły Jagoda weszła, nie znając wszystkich liter, tymczasem zaczęła się trudna nauka czytania. Rodzice jako pedagodzy już wówczas zauważyli ryzyko dysleksji. W rejonowej szkole, do której dziewczynka uczęszczała, nikt się tym nie przejmował. Zaczęły się długie godziny spędzane na odrabianiu prac domowych, zajęcia ,,z reedukacji” (terapii pedagogicznej), poszukiwania pomocy. W trzeciej klasie Jagoda trafiła na obserwację do terapeuty SI. Stwierdzono zaburzenia integracji sensorycznej o typie podwrażliwości i dyspraksji. W Polsce w tym czasie w dużych miastach zaczęły się pojawiać pojedyncze gabinety terapii integracji sensorycznej.

Gdy Jagoda znalazła się w czwartej klasie, rodzice postanowili zmienić jej szkołę na prywatną, sądząc, że niepubliczna placówka poradzi sobie z trudnościami występującymi u dziewczynki. Niestety, oprócz zajęć logopedycznych i terapii pedagogicznej oraz większych wymagań edukacyjnych nowa szkoła nie zaproponowała innego wsparcia. W publicznej szkole Jagoda była średnią uczennicą, w nowej stała się jedną ze słabszych, niezdarnych, „roztrzepanych” i trudnych uczennic. Dziecko nadal rozwijało swoje pasje: uczestniczyło w zajęciach teatralnych i artystycznych, podczas których – ku zdziwieniu rodziców i nauczycieli – dobrze sobie radziło.

Dziewczynka trafiła do poradni, gdy była w klasie czwartej. Wówczas zaczęła uczęszczać na terapię integracji sensorycznej (SI), na zajęcia z EEGBFB i nadal kontynuowała terapię pedagogiczną. W piątej klasie otrzymała opinię o dysleksji rozwojowej. W zajęciach z integracji sensorycznej uczestniczyła przez trzy lata, do końca trwania szkoły podstawowej.

Cyklicznie korzystała z zajęć EEGBFB. W gimnazjum dziewczynka uzyskiwała słabe oceny, wykazywała duże trudności szkolne oraz problemy z zachowaniem. Zaczęła uczęszczać na terapię psychologiczną. W następnym etapie edukacji Jagoda wybrała niepubliczne liceum, gdzie mogła rozwijać swoje talenty aktorskie. Jednak ciągle występowały problemy szkolne i wychowawcze, a opinia o dysleksji rozwojowej była słabo respektowana. W teatrze szkolnym była doceniana od samego początku i odnosiła sukcesy. Dopiero w liceum zaczęła uczęszczać na trening Johansena. Chociaż słuchała kolejnych płyt nieregularnie, rodzice zauważyli poprawę w zakresie nauki języków obcych. W tym czasie podjęła też terapię INPP, jednak ze względu na słabą motywację do codziennych ćwiczeń w domu terapii tą metodą nie ukończyła. Ciągle korzystała z licznych korepetycji, indywidualnie bowiem potrafiła skupić uwagę i korzystać z zajęć. W liceum uzyskała diagnozę ADHD. Cała rodzina zaczęła chodzić na terapię rodzinną. Jagoda ukończyła liceum ze słabymi ocenami na świadectwie, lecz z bardzo dobrze zdaną maturą z przedmiotów humanistycznych. Marzyła o studiach aktorskich, ale bała się podejść do egzaminu. Następnie rozpoczęła studia na kilku kierunkach humanistycznych, ale ich nie ukończyła. Obecnie studiuje psychologię.

 

Anna


Anna przyszła na świat jako drugie dziecko w rodzinie, gdy Jagoda niemal ukończyła 7 lat i weszła w progi pierwszej klasy. Druga ciąża była zaplanowana. Rodzina dysponowała dobrymi warunkami mieszkaniowymi i materialnymi, a rodzice byli już doświadczeni. Ciąża przebiegła prawidłowo. Mama nie przerwała aktywności zawodowej, choć zmniejszyła jej intensywność. Dużo odpoczywała, czytała książki i starała się prowadzić niestresujący tryb życia.

Badanie USG ponownie wskazało na duże dziecko. Rodzinny poród odbył się ze znieczuleniem. Anna urodziła się 10 dni po terminie w stanie dobrym. Ważyła prawie 5 kg, ale otrzymała 10 pu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy