Dołącz do czytelników
Brak wyników

Język dzisiaj i jutro

Artykuły z czasopisma | 4 października 2017 | NR 15
283

Rozmowa o zmianach językowych z prof. zw. dr hab. Haliną Zgółkową – przewodniczącą jury programu Mistrz Mowy Polskiej, członkinią Zespołu Dydaktycznego Rady Języka Polskiego, redaktorką Praktycznego słownika współczesnej polszczyzny oraz współautorką serii słowników współczesnej polszczyzny.

Jest Pani językoznawcą, obserwuje Pani zmiany zachodzące we współczesnej polszczyźnie, jakie tendencje Pani zauważa, co zanika w naszym języku, a jakie zjawiska się nasilają?

Precyzyjna odpowiedź na to pytanie wymagałaby napisania sporej rozprawy. Postaram się jednak wskazać na najważniejsze – moim zdaniem – zjawiska zmieniające w sposób istotny polszczyznę w ostatnim półwieczu. Uwzględnię zwłaszcza zmiany, które powinny szczególnie zainteresować logopedów.

Po pierwsze zatem, chyba zakończony został proces zaniku spółgłoski ł (przedniojęzykowo-zębowej). Została ona zastąpiona przez niezgłoskotwórczą samogłoskę u występującą jako składnik dwudźwięków (dyftongów). Przeciętny Polak przestał odróżniać wymowę auto (wymawiane jako auto) od małpy (wymawianej jako maupa). Podobnie przestaliśmy słyszeć różnicę między ch i h. Nie ma więc różnicy między wymową chałupa (xauupa) i handel (wymawiany xandel). Stało się to, co przed wiekami: utożsamienie wymowy głosek zapisywanych różnymi literami: u i ó.

Za sprawą systemu edukacyjnego (przedszkola i szkoły) ostatecznie zaniknęły cechy dialektalne, regionalne, gwarowe. Wymowa tego typu ma w zasadzie charakter językowego, folklorystycznego skansenu. Przykładem z zakresu fonetyki może być zwłaszcza wymowa mazurząca, charakterystyczna ongiś dla Mazowsza i Małopolski (czyli utożsamienie szeregów č ž š i c, z, s). Odmiany regionalne, takie jak gwara podhalańska (tzw. góralska), wielkopolska, dialekt śląski, bywają używane równolegle ze standardem ogólnopolskim, a niektóre cechy, takie jak śląska wymowa a zamiast ę lub resztki akcentuacji inicjalnej (na pierwszej sylabie w wyrazie) w gwarach podhalańskich mają charakter reliktowy.

Ważną zmianą było urzędowe uznanie, że kaszubszczyzna nie jest dialektem polskim, lecz autonomicznym językiem. O podobną decyzję zabiegają nadal środowiska śląskie.

Na naszych oczach dochodzi do kolejnego zaniku: tzw. samogłosek nosowych. Ich wymowa jako samodzielnych głosek jeszcze przetrwała (w zasadzie) w sąsiedztwie spółgłosek szczelinowych, np. w wyrazie wąs (wymawiany wõs). Rzadziej spotyka się te głoski na końcu wyrazu np. w wyrazie ręką (wymawiane renkõ, ale też renkom, renkou lub renko). Można przypuszczać, że w nieodległym czasie i ta zmiana zostanie dokonana i zakończona. Będzie ona miała pewne konsekwencje fleksyjne, na przykład wymowa matkom zarówno w narzędniku l. poj., jak i w celowniku l. mn.

I jeszcze jeden proces zachodzący na naszych oczach.

To upowszechnienie się akcentuacji na przedostatniej sylabie w wyrazie (tzw. paroksytoneza). Dotyczy to zarówno wyrazów rdzennie polskich w ich odmianie, jak i wyrazów zapożyczonych. Te pierwsze są używane w czasie przeszłym i akcentowane, np. przyszliśmy, zrobiliśmy (zamiast akcentuacji nadal używanej za poprawną: przyszliśmy, zrobiliśmy) albo w trybie przypuszczającym: przyszlibyśmy, zrobilibyśmy zamiast przyszlibyśmy, zrobilibyśmy.

Oprócz tych – wydaje mi się, najważniejszych – zjawisk fonetycznych i fonologicznych zachodzą także zmiany w zakresie słownictwa. Na przykład zasób leksykalny dzisiejszych dzieci w wieku przedszkolnym jest o ponad 1000 haseł większy niż takich samych dzieci sprzed trzydziestu laty. Tę obserwację opieram na własnych badaniach prowadzonych w tamtych minionych latach i dzisiaj, czyli na pokoleniu tych dzieci, które były przedszkolakami trzydzieści lat temu. Dedykuję to spostrzeżenie tym, którzy chcą dzisiejsze sześciolatki bronić przed szkołą.

Dzieci mają znakomitą wiedzę i intuicję w zakresie polszczyzny. Uzupełniają polski słownik o prawidłowe konstrukcje słowotwórcze typu buciarnia, piciarnia, autobusiarnia, agrafkarnia, koniarnia, autobusiarz, bracica, piekarnica, apteczka ‘farmaceutka’, kolejarzarka, poeciarz. Usiłują one tworzyć regularne formy fleksyjne, np. spodń, iszłem, ludź. Oczywiście, można zaobserwować zanik lub ubożenie na przykład nazw stopni pokrewieństwa. W stutysięcznej próbie jest tylko jedno użycie formy imiesłowu przysłówkowego czynnego machając, a uprzedniego nie ma wcale. Spośród form deklinacyjnych najrzadszy jest celownik.

Zainteresowanych odsyłam do słownika dzieci przedszkolnych sprzed trzydziestu lat i do tego, który – mam nadzieję – niebawem się ukaże, gdzie będą słowa i ich formy używane przez przedszkolaków współczesnych.

W związku ze zmianami zainteresowań dzieci i młodzieży, częstym korzystaniem z Internetu, wymianą informacji za pomocą mediów społecznościowych – czy ma Pani jakiś pomysł na skuteczną edukację młodego użytkownika języka polskiego w zakresie poprawności?

Mój pomysł edukacyjny jest zaskakująco prosty. Chodzi o nadążanie systemu edukacyjnego, a zwłaszcza nauczycieli przedszkolnych i szkolnych, za stanem dzisiejszej polszczyzny. I ma to związek nie tylko z komunikacja elektroniczną. Jestem współautorką dwu słowników gwary uczniowskiej i stąd wiem, jaka jest różnica między tym, co nazwałabym językiem lekcji (nie tylko języka polskiego), a językiem przerwy lekcyjnej, czyli polszczyzny pozaszkolnej. Lekcje polskiego są zdominowane przez literaturę piękną i polszczyznę literacką. Na ogół nie pojawiają się tam sms-y, e-maile, blogi, a może nawet hejtowe teksty komentarzy na stronach internetowych. Udawanie, że tego nie ma, jest jednym z grzechów głównych polskiej edukacji językowej. Do ewenementów należy współpraca szkolnych polonistów z fizykami lub chemikami na temat terminologii. Niebezpieczny jest brak współpracy z nauczycielami tzw. języków obcych, zwłaszcza z anglistami. I mam wrażenie, że wiedzy o języku uczą raczej owi angliści niż poloniści. Stąd pewien niezbyt poważny stosunek do lekcji polskiego (od przedszkola począwszy).

Szkoła i przedszkole są nastawione na wąsko rozumianą poprawność polszczyzny standardowej, a nie na twórczość (np. wspomnianych przedszkolaków) ani na skuteczność komunikacyjną (retoryczną), stosowność, czyli dopasowanie polszczyzny do oficjalnych i nieoficjalnych sytuacji komunikacyjnych (wspomniany język lekcji i język przerwy). Jednym słowem – konieczne jest praktyczne nauczanie języka ojczystego – podobnie do praktycznej nauki języków obcych – a także oswojenie polszczyzny, czyli etymologicznie rzecz biorąc, uczynienie jej swoją, a nawet polubienie jej, lajkowanie.

Jak Pani sądzi, czy w obecnym czasie, gdy język angielski jest tak popularny, można być purystą językowym i czy warto nim być?

Puryści językowi są nieszkodliwymi maniakami. Gdyby ich słuchać we wszystkim, musielibyśmy zaniechać jakichkolwiek innowacji, a następnie zmian w języku. Rozstrzygnięcie o różnicy między błędem językowym a pożyteczną innowacją nie jest proste. Dotyczy to nie tylko tak ostro tępionych zapożyczeń z angielskiego, ale także pewnych innych zjawisk wymawianiowych, o których wspominałam wyżej, czy gramatycznych. Już usankcjonowano np. biernik form żeńskich typu tą książkę; kto wie, czy z czasem nie przestaniemy uważać za błąd form typu poszłem czy wziąść. Puryści...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy