Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki logopedy

2 października 2017

NR 14 (Lipiec 2016)

Dziecko z dyslalią anatomiczną i słuchową

0 326

Aby odnieść sukces w terapii logopedycznej, oprócz zastosowanych metod i technik pracy, bardzo ważne są systematyczność spotkań oraz ścisła współpraca z rodzicami. Tak właśnie wyglądała praca z Damianem – chłopcem ze stwierdzoną dyslalią manifestującą się m.in. bezdźwięcznością, parasygmatyzmem i pararotacyzmem.

Termin „dyslalia” bywa różnie objaśniany, chociażby ze względu na nacisk na poszczególne kryteria: czy to ilościowe, czy jakościowe, czy też przyczynowe i wiele innych. Według Ireny Styczek, dyslalia to opóźnienie w przyswajaniu sobie języka na skutek opóźnionego wykształcenia się funkcji pewnych struktur mózgowych. Inną definicję przedstawia Genowefa Demelowa, która twierdzi, że jest to nieprawidłowość w realizacji jednej głoski, kilku głosek, a nawet wszystkich lub niemal wszystkich od razu, tzw. bełkot. Zachowane są rytm, melodia, akcent, ale mowa jest zatarta, mało zrozumiała lub zupełnie niezrozumiała. Halina Spionek uważa, że dyslalia nie jest jednostką chorobową, lecz zespołem objawów wywołanych różnymi czynnikami.

Z punktu widzenia praktyka, który w możliwie jak najmniejszej liczbie słów chce zawrzeć istotę omawianego zjawiska, najbardziej przemawia do mnie stwierdzenie, że dyslalia to zaburzenia mowy polegające na nieprawidłowej realizacji fonemów, biorąc pod uwagę zazwyczaj ustalone normy społeczne. Zaburzenia te są spowodowane wadami w ukształtowaniu lub uszkodzeniom peryferyjnych organów artykulacyjnych i dotyczą tylko aspektu artykulacyjnego języka.

Dyslalia to zaburzenia mowy polegające na nieprawidłowej realizacji fonemów, biorąc pod uwagę zazwyczaj ustalone normy społeczne. Zaburzenia te są spowodowane wadami w ukształtowaniu lub uszkodzeniem peryferyjnych organów artykulacyjnych i dotyczą tylko aspektu artykulacyjnego języka.

Ponieważ większość moich podopiecznych należy do grupy wiekowej 6–10 lat, niezbyt często trafiają do mnie do szkoły (w przeciwieństwie do przychodni) osoby z dyslalią wieloraką. Zazwyczaj dzieci rozpoczynające edukację szkolną korzystały już wcześniej z terapii logopedycznej, np. w przedszkolu, co zazwyczaj daje pozytywne efekty, zwłaszcza gdy wcześniej mowa była mocno zaburzona.

Pierwszy kontakt z dzieckiem

Damian zwrócił uwagę już podczas badań przesiewowych. Większość dzieci, pytana o ulubione zwierzęta, zajęcia lub członków rodziny, z chęcią dawała się wciągać w dyskusję. Niestety, chłopiec był bardzo niechętny do udzielania jakichkolwiek odpowiedzi. Niemniej jednak te zdania, które zostały przez Damiana wypowiedziane, nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do konieczności wykonania pogłębionej diagnozy logopedycznej oraz przeprowadzenia wywiadu z rodzicami, a także zlecenia badań dodatkowych. Poza tym chłopiec sprawiał wrażenie bardzo wątłego, bladego i wystraszonego.

Wywiad z rodzicami i środowiskiem

Podczas wywiadu z mamą udało mi się uzyskać wiele istotnych informacji. Chłopiec urodził się po terminie, drogą cesarskiego cięcia. Otrzymał 10 pkt w skali Apgar. Od pierwszych chwil miał problemy z karmieniem naturalnym. Matka szybko straciła cierpliwość i przeszła na karmienie sztuczne. Nie dochodzono przyczyn problemów z odpowiednim ssaniem. Damian wypijał mleko oraz inne napoje z butelki do ukończenia 2. r.ż. Bardzo późno w jadłospisie dziecka pojawiły się pokarmy stałe – nierozdrobnione. Do momentu pójścia do przedszkola chłopiec korzystał ze smoczka gryzaka. Jeśli chodzi o rozwój psychoruchowy, przebiegał on w zasadzie bez nieprawidłowości. Prawdopodobnie skutkiem cesarskiego cięcia była pewna nadwrażliwość na dotyk. Próbowałam się dowiedzieć, dlaczego Damian (mimo wyraźnie słyszalnych zaburzeń) nie uczestniczył w terapii logopedycznej oferowanej na terenie przedszkola. Okazało się, że chłopiec bardzo często chorował. Przynajmniej trzy razy w roku przechodził zapalenie ucha oraz inne infekcje.

Mama upatrywała źródła notorycznych chorób w przedszkolu, w związku z powyższym Damian przebywał tam bardzo rzadko. Co roku, aż do rozpoczęcia edukacji w szkole, schemat decyzyjny mamy chłopca wyglądał tak samo. Po pierwszych dwóch infekcjach pozostawiała chłopca w domu, wysyłając go do placówki jedynie z okazji uroczystości, ważnych momentów w życiu przedszkola. Pomocy logopedycznej nie odmówiła wprost, ale przy takiej absencji trudno było chłopca poddać terapii. Poza tym mama tłumaczyła sobie, że Damian ma prawo gorzej mówić, bo jest chłopcem. Z rozmowy wynikało, że nie jest jedynym dzieckiem w rodzinie (początkowo matka nie ujawniła informacji o stracie pierwszego syna). Ojciec porzucił ich niedawno, ale obecnie kobieta wychowuje dziecko ze swoim nowym partnerem.

Badanie logopedyczne

Na podstawie rozmowy spontanicznej stwierdzono, że zachowania werbalne chłopca były adekwatne do zaistniałej sytuacji oraz okoliczności. Uczeń miał wyraźne problemy z oddychaniem: tor oddychania ustny, nos niedrożny (chłopiec podczas badania był zdrowy). Szybkość mowy nie budziła zastrzeżeń. Głos jednak był zdecydowanie zbyt słaby i zbyt cichy. Stwierdzono prawidłowy akcent i właściwą płynność. Zasób słownictwa był adekwatny do wieku badanego. Orientacyjne badanie słuchu nie wypadło pomyślnie, podobnie jak badanie słuchu fonematycznego (zwłaszcza jeżeli chodzi o opozycje spółgłoskowe – dźwięczna – bezdźwięczna – oraz niektóre opozycje spółgłoskowe – miejsca artykulacji). Podczas prób sprawnościowych języka i warg uwidoczniła się słaba pionizacja języka oraz tendencja do jego spoczywania na dnie jamy ustnej. Jednak badanie połykania wskazywało na prawidłowy sposób – typu dorosłego. Widoczny też był problem ze znacznym powiększeniem migdałków podniebiennych. Zgryz chłopca jest prawidłowy, bez anomalii zębowych. Jeżeli chodzi o badanie wymowy, Damian zmagał się z bezdźwięcznością, parasygmatyzmem (szereg zarówno syczący, jak i szumiący są realizowane jako szereg ciszący, z lekką deformacją – niewielka międzyzębowość) oraz pararotacyzmem. Ślady po kappacyzmie uwidaczniają się w mowie spontanicznej w śródgłosie i wygłosie – wskazują na brak automatyzacji.

Wszystkie zaobserwowane odchylenia od normy powodowały, że mowa Damiana w niektórych momentach przypominała giełkot.

Propozycja terapii logopedycznej

Po szczegółowym badaniu i wywiadzie zarysowała się lista problemów (zagadnień), które należało uwzględnić w terapii:

  • pedagogizacja opiekunów, podniesienie ich motywacji,
  • konsultacje specjalistów, leczenie farmakologiczne, względnie wykonanie ewentualnych zabiegów,
  • praca nad prawidłowym torem oddechowym,
  • podniesienie jakości emisji głosu,
  • usprawnienie artykulatorów, ze szczególnym naciskiem na pionizację języka,
  • mowa pieszczotliwa,
  • bezdźwięczność głosek [g, d, b, w, z, ž, ź],
  • parasygmatyzm – substytucja szeregu szumiącego na syczący,
  • brak automatyzacji głoski [k] w śródgłosie i wygłosie,
  • pararotacyzm [r] = [l, i],
  • lekka międzyzębowość szeregu syczącego.

Plan terapii logopedycznej

Plan terapii logopedycznej wypływał z wyników przeprowadzonej diagnozy i zakładał trzy etapy postępowania. Pierwszy miał się opierać na likwidacji przyczyn dyslalii u chłopca. Zakładał więc jak najszybszą konsultację z laryngologiem i ewentualny zabieg usunięcia migdałków oraz konsultację audiologiczną i alergologiczną, aby usunąć zmiany anatomiczne aparatu artykulacyjnego, będące jedną z przyczyn dyslalii. Poza tym usunięcie kolejnych przyczyn, jakimi było nieprawidłowe funkcjonowanie narządów mowy (w przypadku Damiana – niska sprawność języka, brak jego pionizacji) oraz niwelowanie zaburzeń słuchu fonematycznego czy ewentualnego obniżenia słyszalności. Jednym z pierwszych wyznaczonych zadań było nawiązanie współpracy z domem chłopca, aby pozbyć się warunków niesprzyjających rozwojowi mowy i jej korekty.

Drugi etap terapii zakładał naukę rozróżniania fonemów z jednoczesną pracą nad bazą artykulacyjną. Problemem, którym należało się zająć w pierwszej kolejności, była bezdźwięczność, ponieważ skutecznie zaburzała ona rozumienie mowy Damiana przez otoczenie, a także przeszkadzała mu w nauce pisania. Jak się okazało, spieszczanie szeregów miało raczej charakter manieryczny i wypływało ze stosunku matki do syna, a nie z przyczyn anatomicznych. Zarówno mama do Damiana, jak i Damian do mamy zwracali się, spieszczając wyrazy, imitując mowę małych dzieci. Praca z chłopcem w tym względzie przynosiła z pewnością lepsze rezultaty aniżeli z mamą, która podświadomie nie przyjmowała faktu, że jej syn nie jest już maleńkim dzieckiem. W drugim etapie terapii, w którym mieliśmy pracować nad wywoływaniem poszczególnych głosek oraz zmianą sposobu oddychania czy poprawą sprawności artykulatorów, postanowiłam wykorzystać metodę naśladowania z jednoczesnym oddziaływaniem mechanicznym oraz szereg innych technik wspomagających.

Trzeci etap terapii zakłada już jedynie kształtowanie umiejętności i nawyków poprawnej wymowy. Jego celem jest bezbłędne używanie głosek we wszystkich sytuacjach komunikacyjnych. Biorąc pod uwagę liczbę problemów i ich zakres, trzeci etap terapii mógł nastąpić prawdopodobnie dopiero w drugiej klasie.

Przebieg terapii logopedycznej

Nieodzownym i pierwszym elementem terapii musiało być nawiązanie ścisłej współpracy z mamą Damiana. Niestety, kobieta unikała kontaktów ze szkołą. Spóźniała się z dzieckiem na lekcje, aby uniknąć rozmowy z wychowawcą lub innymi nauczycielami. Co dziwne, chłopiec nie pojawiał się w wybrane dni w szkole. Zauważono swego rodzaju prawidłowość, a mianowicie regularną absencję na lekcjach basenu i wf. na lodowisku. Po rozmowie matki z członkami zespołu pomocy psychologiczno-pedagogicznej okazało się, że przerzuca ona na chłopca swoje lęki spowodowane utratą pierwszego syna. W trosce o dobro Damiana był on często zostawiany w domu, aby unikać wirusów, bakterii, przegrzania i wielu innych czynników – zdaniem opiekunów – zagrażających jego zdrowiu. Wskutek takich działań chłopiec rzadko bywał uczestnikiem zabaw ruchowych. Nie jeździł też na wycieczki z klasą, nie uczestniczył w zawodach.

Nadopiekuńczość matki i jej przekonanie o słuszności własnych działań z jednej strony, a z drugiej – swoista beztroska były głównymi problemami spowalniającymi samo rozpoczęcie terapii.

Terapię rozpoczęliśmy od etapu przygotowawczego. Niestety, wyegzekwowanie od matki przyprowadzania dziecka na terapię było bardzo trudne. Częstotliwość spotkań odegrała kluczową rolę w przebiegu działań terapeutycznych. Przez trzy miesiące pozwoliliśmy zarówno mamie, jak i Damianowi przyzwyczaić się do konieczności wykonywania ćwiczeń logopedycznych, by później doprowadzić do zwiększenia częstotliwości spotkań.

Konsultacja laryngologiczna potwierdziła przypuszczenia dotyczące trzeciego migdała i potencjalnych, okresowych niedosłuchów, które mogły się zdarzać we wczesnym etapie rozwoju mowy. Po leczeniu farmakologicznym i ponownym badaniu laryngolog zadecydował o usunięciu trzeciego migdała jako źródła nawracających infekcji, obniżenia progu słyszenia i czynnika utrudniającego prawidłowy sposób oddychania.

Tymczasem Damian na zajęciach terapii logopedycznej intensywnie ćwiczył pionizację języka, zwiększał zakres oraz szybkość i precyzję jego ruchów. Staraliśmy się wycofywać język w głąb jamy ustnej, by wyeliminować międzyzębowość. Uwrażliwialiśmy „strategiczne” miejsca na podniebieniu poprzez masaże wibratorem logopedycznym i lizakiem, smarowanie produktami wybranymi przez mamę i i...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy