Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , METODY TERAPII LOGOPEDYCZNEJ

16 września 2021

NR 45 (Wrzesień 2021)

Zaburzenia czytania i pisania z perspektywy logopedy praktyka

0 100

Współcześnie pisanie i czytanie jest wyznacznikiem cywilizowanego świata. Problemy, jakie stwarza nabywanie tych umiejętności, są dużym polem do pracy dla logopedów. Jakie zatem narzędzia i rozwiązania najlepiej stosować, by pacjenci odnosili sukcesy w tych dziedzinach?

Komunikacja – zdawać by się mogło: cóż takiego – człowiek rodzi się, je (bardzo ważna umiejętność dla dalszego rozwoju mowy), ogląda świat, słucha, wydaje dźwięki, wyraża mimiką i dźwiękiem swoje zadowolenie i niezadowolenie, zaczyna rozumieć przekaz werbalny, próbuje coś wyrazić ustami, słowem ...i już mamy komunikację. To zaledwie pierwszy etap cywilizacyjnego wdrażania się w komunikację. Następnie dochodzi nauka czytania i pisania. Zaczyna się zabawa na dobre – by osiągnąć stan swobodnego odbioru i nadawania pisanego tekstu, trzeba przejść długą drogę, często i dla wielu dzieci usianą raczej cierniami niż płatkami róż. Okazuje się, że po drodze może zdarzyć się tyle kłopotów, tyle łez, tyle niewiadomych, że dojście do porozumienia się ze światem jest utrudnione, a czasem staje się niemożliwe. Na szczęście już dziś wiadomo, że trzeba udać się do specjalisty, by uzyskać pomoc w nauczeniu młodego człowieka mówienia, czytania i pisania, a także odbierania mowy i tekstów pisanych nadawanych przez innych.
W świecie współczesnym, w którym dominuje pismo, brak umiejętności czytania zdaje się inwalidztwem cywilizacyjnym. Dlatego przed logopedami otwiera się duże pole do pracy i trzeba dobrze się do tego przygotować. Moje przemyślenia i spostrzeżenia przedstawię w dwóch częściach – myśli, propozycje i wnioski oraz cztery przykłady pracy z dziećmi.

POLECAMY

Obszar pracy logopedy

Moja definicja i widzenie obszaru pracy logopedy obejmują szeroką przestrzeń – to ogląd języka jako narzędzia porozumiewania się na wielu poziomach i w różnorodnych aspektach. Aby pomóc osobom potrzebującym, logopeda powinien przede wszystkim mieć zasób różnorodnych metod pracy – do gabinetu trafiają ludzie o zróżnicowanych potrzebach i by nie tracić czasu na długie poszukiwania rozwiązań, trzeba biegle operować narzędziami terapeutycznymi. Jednak niezbędne są jeszcze inne walory.
Po pierwsze – umiejętność nawiązywania relacji, zapewnienie komfortu i poczucia bezpieczeństwa.
Po drugie – należyta diagnoza problemów, z którymi przyszło się zmierzyć, a także umiejętność przyjęcia priorytetów i ustalenia planu działania.
Po trzecie – stała czujność: po usunięciu jednej z wad (np. wymowy) wyłonić się może nowy problem, do tej pory niewidoczny, blokujący zaś następne przyjęte początkowo kroki terapeutyczne. To sprawia, że należy elastycznie i profesjonalnie wdrożyć nowy etap.
Po czwarte – zajęcia muszą być interesujące – bez emocjonalnego zaangażowania dziecka nie uzyskamy efektu.

Metody pracy

Od wielu lat zajmuję się – oprócz typowo logopedycznych działań (usuwanie wad wymowy) – uczeniem czytania i pisania, wykorzystuję w swojej pracy różnorodne metody, a także dopasowuję indywidualnie zestaw pomocy do tej nauki. Rzeczywiście na początku bardzo często potrzebna jest terapia prowadzona szeroko pojętymi „klasycznymi” metodami logopedycznymi. Praca nad funkcjonalnym usprawnianiem narządów mowy (ćwiczenia zawarte w podstawowych zestawach zgromadzonych w pracach I. Styczek, D. Demel, D. Antos) daje bazę wspólnych przeżyć na linii terapeuta-dziecko, a także otwiera dziecko na swoje ciało w wymiarze mikrojęzyka, warg, strun głosowych. Do tej grupy „klasycznych” zadań logopedii należą także ćwiczenia słuchowe – niezbędne w dwóch wymiarach: przy usuwaniu wady wymowy (nauczenie się słuchowego odróżnienia poprawnej i błędnej realizacji dźwięku), ale także jako baza do nauki czytania, pisania, które należy dokonywać z szeroko pojętym głoskowaniem. Logorytmika to jedna z takich dziedzin, które wspomagają rozwój na wielu polach – warto skorzystać z webinarów prowadzonych przez A. Walencik-Topiłko: słuchanie swego pulsu, odbieranie świata dźwięków, rozszerza możliwości mózgu, co przekłada się na jego pracę.
Zatem logopedyczna podstawa to punkt wyjścia do dalszych działań w pracy nad językiem jako narzędziem komunikacji na wielu płaszczyznach. Spośród wielu systemów (które warto wciąż doskonalić, a także poznawać nowe) w mojej pracy opieram się na trzech: glottodydaktyce B. Rocławskiego, metodzie krakowskiej J. Cieszyńskiej, a także na szybkim czytaniu, m.in. T. Buzana. Oczywiście, dobór odpowiednich ćwiczeń i technik zależy od indywidualnych potrzeb dziecka. Nie mogę pominąć jeszcze jednego ważnego spojrzenia na problemy w nabywaniu nauki czytania i pisania –
metody M. Bogdanowicz, Metoda Dobrego Startu. Świadomość problemów dyslektycznych otwiera inne spojrzenie na pracę i zapewnia pewnego rodzaju ochronę dzieciom ze stwierdzoną dysleksją. Trzeba dodać, że każda osoba i jej konkretne potrzeby są wyznacznikami doboru materiału, ćwiczeń, zestawów, zakresu i poziomu pracy. Chcę przez to powiedzieć, że może zdarzyć się taka sytuacja, w której nic, co do tej pory działało w innych terapiach, nie będzie przydatne – trzeba „podążać za dzieckiem”, ono wymaga poszukiwań, nowych perspektyw i to daje nam, terapeutom, możliwość rozwoju (jeśli tylko się na to otworzymy). Dzięki takim potrzebom zgromadziłam sporą bazę pomocy wymyślonych dla konkretnej osoby – wiele z nich stało się grami edukacyjnymi wydanymi przez firmy MULTIGRA i ALEXANDER.

Mateusz – nieznajomość liter

Trafiają się w moim gabinecie przeróżne (nadzwyczaj interesujące) przypadki dzieci z kłopotami w nabyciu umiejętności czytania i pisania.
Pierwszy chłopiec, o którym chcę napisać, trafił do mnie po pierwszej klasie szkoły podstawowej. W związku z kłopotami w nauce dostał skierowanie do szkoły specjalnej z racji niemożności nauczenia się czytania. Mateusz mówił poprawnie i szybko, miał lekki szczękościsk, był energiczny i szybko wpadał w stan zdenerwowania. Jego dotychczasowe doświadczenia szkolne bardzo zraziły go do nauki, był pełen frustracji, znudzenia i niezadowolenia na co dzień. Początkowo podejrzewałam, że może tu być kłopot natury dyslektycznej, i rozpoczęłam intensywny trening słuchu fonemowego – głoskowanie, głoskowanie i jeszcze raz głoskowanie, zgodnie z zaleceniami prof. B. Rocławskiego. Praca ta może być wykonana tylko przez osoby doskonale dokonujące analizę głoskową, dlatego też nie można obarczyć tym rodziców, nie mają obowiązku znać tej techniki, a nieumiejętna analiza może oddalać od celu. Okazało się bardzo szybko, 
że Mateusz nie czytał, nie tylko dlatego, że niedobrze słyszał głoski, ale również dlatego, że... nie znał liter. Tu spokojnie mogłam wykorzystać całą rodzinę – wszyscy zaangażowali się w codzienną pracę, każdy miał rozpisaną swoją „rolę” w utrwalaniu poszczególnych liter (na szczęście oprócz mamy i taty były jeszcze dwie starsze siostry).
Dzięki takiemu wsparciu i, jak się okazało, ogromnemu zaangażowaniu samego zainteresowanego, Mateusz nauczył się czytać w ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy i groźba nauki w szkole specjalnej została zażegnana.
Co złożyło się na ten sukces? Przede wszystkim INDYWIDUALIZACJA działań terapeutycznych, należyta procedura analizy głoskowej, różnorodność ćwiczeń i zabaw (szczególnie to podkreślam, bo dzieci chcą się głównie bawić), zaangażowanie całej rodziny, a przede wszystkim zmiana stosunku do nauki samego Mateusza – uwierzył w to, że może się nauczyć! Mateusz wciąż jest moim uczniem – to niesamowita osobowość z zespołem Aspergera i silną dysleksją, ale niesamowitą ciekawością dla ludzi i świata.

Paweł – obuuszny niedosłuch 

Paweł to następna ciekawa osobowość z dużymi kłopotami w dostaniu się do świata komunikującego się słowem zarówno mówionym, jak i pisanym. Pawła poznałam, gdy miał sześć lat – nie mówił, rodzina od czterech lat szukała pomocy i udzielała takiej, jaką mogła uzyskać – kilka razy w tygodniu odbywała się praca z psychologiem (w domu i w gabinecie). Paweł był diagnozowany kolejno: standardowo sprawdzono słuch – wyeliminowano niedosłuch; badano w stronę spektrum autyzmu – nie stwierdzono. A czas biegł, bez diagnozy trudno było uzyskać pomoc w poradniach i stowarzyszeniach. Nasza praca początkowo obejmowała typowe klasyczne ćwiczenia logopedyczne – usprawnianie języka, warg, oddychanie, emisja izolowanych dźwięków. Ponieważ Paweł pracował już długo z różnymi terapeutami, jego zmęczenie i zniechęcenie rosło. Postanowiłam włączyć do ćwiczeń zabawę z literami –
to bardzo ożywiło Pawła – stał się chętny do ćwiczeń, sam przynosił literki, szybko się uczył znaczenia całych wyrazów (czytanie globalne) w powiązaniu z odpowiednimi obrazkami. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że mogliśmy się szybciej porozumiewać pisemnie niż mową, choć i tu żmudne ćwiczenia wykonywane pilnie przez mamę w ciągu tygodnia dały rezultaty – Paweł coraz częściej mówił i mógł się porozumiewać werbalnie. Ciągle jednak nie wiedzieliśmy, co jest przyczyną małych postępów w mowie. Postanowiliśmy ponownie przebadać słuch – chłopiec był już starszy, a zatem można już było wdrożyć procedury badań subiektywnych. 
Tu nastąpił przełom – okazało się, że Paweł ma obuuszny niedosłuch (po antybiotyku podanym, kiedy miał kilka miesięcy) i musi zostać zaaparatowany.

Co tym razem wpłynęło na przebieg terapii?

Zaangażowanie rodziców (uczuciowe, psychiczne, logistyczne, finansowe); ciekawość świata pisma – Paweł mówił później, że jak był mały, chciał bard...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy