Dołącz do czytelników
Brak wyników

Dokąd zmierza współczesna logopedia?
Rozmowa z prof. Danutą Plutą-Wojciechowską

Artykuły z czasopisma | 19 września 2017 | NR 5
130

Obecnie logopedia staje się niezwykle obszerną dziedziną wiedzy. Co roku pojawiają się nowe problemy badawcze, nowe obszary działań naukowych i praktycznych, jak onkologopedia, gerontologopedia. Czy jeszcze kilka lat temu logopedzi mierzyli się np. z problemami dzieci bilingwalnych? Czy zajmowano się logopedią medialną? Szybciej niż się wydaje, nadejdzie czas, że logopedzi będą musieli specjalizować się w diagnozie i terapii dotyczącej pewnych zaburzeń.

Rozmawiamy dzisiaj o wieloaspektowości w zawodzie logopedy. Czy współczesny logopeda powinien być wszechstronnie wykształcony, poznawać nowinki na rynku pomocy logopedycznych, nowości i modyfikacje w metodologii badań logopedycznych? A może nasz zawód przypomina zawód lekarza, w którym nieustanne dokształcanie się jest koniecznością?

Oczywiście, że współczesny logopeda powinien być wszechstronnie wykształcony, to nie ulega wątpliwości. Co więcej, dla przykładu, mierzymy się już z problemami dzieci bilingwalnych, które mogą mieć różne zaburzenia w rozwoju mowy. Niebawem – jak sądzę – logopeda będzie musiał znać także inny język niż polski, aby skutecznie prowadzić diagnozę i terapię takich dzieci. Z kolei problem specjalizowania się w logopedii to trudne zagadnienie. Jeżeli logopeda jest jedynym specjalistą pracującym w małej poradni lub w przedszkolu i nie ma możliwości odesłania pacjenta z pewnym zaburzeniem do innego logopedy, który specjalizuje się w danej dziedzinie, to musi być „omnibusem” i znać się - mówiąc kolokwialnie - na każdym zaburzeniu. Myślę jednak, że dojdzie do tego, że będziemy zmuszeni specjalizować się w diagnozie i terapii dotyczącej pewnych zaburzeń, gdyż logopedia staje się niezwykle obszerną dziedziną wiedzy. Co roku pojawiają się nowe problemy badawcze i nowe obszary refleksji naukowej i praktycznej, jak np. onkologopedia, gerontologopedia, nie mówiąc już o coraz to nowych problemach związanych z wczesną interwencją, logopedią medialną itd. Stąd myślę, że jednak będziemy się specjalizować. Na pozór wydaje się, że wszystko zależy od tego, w jakiej placówce pracuje logopeda. Jeżeli ktoś pracuje np. w poradni, zajmującej się tylko dziećmi autystycznymi, to będzie się specjalizował w pracy z takimi pacjentami, ale – zwróćmy uwagę - że współcześnie obserwuje się coraz więcej dzieci, które prezentują zaburzenia sprzężone, a zatem wymagają wszechstronnej wiedzy i umiejętności logopedy zarówno w diagnozie, jak i terapii rozmaitych zaburzeń. Jeśli jednak logopeda pracuje w małym miasteczku, w małej poradni, gdzie brak innych specjalistów, to musi posiadać wiedzę i umiejętności w postępowaniu logopedycznym w odniesieniu do nieomalże wszystkich zaburzeń. Bieżące śledzenie wyników najnowszych badań logopedycznych, a także badań prowadzonych przez ortodontów, laryngologów, neurologów i psychologów staje się koniecznością.

Na co zwraca Pani szczególną uwagę, diagnozując swoich pacjentów?

Przede wszystkim zwracam uwagę na to, żeby od początku zbudować kontakt z pacjentem i to bez względu na jego wiek. Dla mnie zawsze najważniejszy jest pacjent, który przychodzi do gabinetu. Zatem będzie nim dziecko, które nie mówi i dziecko, które ma dyslalię, to będzie również niemowlę, które jest wnoszone na rękach lub leży w wózku. Zawsze i na każdym miejscu, od samego początku staram się nawiązać dobry kontakt z dzieckiem – czy to małym, czy to większym. Ma to kapitalne znaczenie dla prowadzenia potem diagnozy logopedycznej, gdyż opiera się ona właśnie na kontakcie z pacjentem, na rozmowie z nim (jeśli w ogóle potrafi rozmawiać). A nawet jeśli pacjent nie potrafi mówić, to i tak próbuję nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Wywiad przeprowadzam dopiero później, a nie na początku, jak to bywa czasami zalecane w różnych poradnikach. Informacje od rodziców mogę zebrać później, nawet wtedy, kiedy dziecka już nie ma w gabinecie. Przede wszystkim liczy się kontakt z pacjentem. Jeżeli mamy z nim dobrą relację, to można przeprowadzić różne testy, zadania, a nawet zaglądnąć do buzi, włożyć do niej palec i zbadać podniebienie. Wiem, że jeżeli rodzice widzą, iż skupiam się na dziecku, to są bardzo zadowoleni, mimo tego, że na początku to właśnie oni zawsze chcą bardzo dużo powiedzieć.

Chcę zapytać o drugi etap diagnozowania, kiedy już relacja i kontakt z pacjentem zostaną nawiązane. Dlaczego w diagnozowaniu zwraca Pani tak szczególną uwagę na czynności prymarne? Dlaczego dla nas – logopedów – powinny one być tak istotne?

Czynności prymarne, to pewne aktywności w przestrzeni ustno-twarzowo-gardłowej, które są wcześniejsze niż mowa, a pojawiające się w życiu dziecka przed artykulacją. Budują one biomechaniczną bazę mowy artykułowanej, czyli przygotowują narzędzia, którymi dziecko będzie w przyszłości wytwarzało dźwięki mowy. Czynności prymarne to w szczególności: oddychanie, jedzenie i picie. Są dla dziecka ważniejsze niż mowa, gdyż dziecko musi jeść, oddychać, pić. Natura jest niezwykła, ponieważ do spotkania z fonemem, głoską przygotowuje dziecko już od urodzenia, a nawet wcześniej. Wiele czynności prymarnych zaczyna rozwijać się już w okresie prenatalnym. Natura przygotowuje dziecko do spotkania z głoską i fonemem w sposób niezwykle uporządkowany. Dzieje się więc tak, że dziecko najpierw je, pije, oddycha, pracują jego mięśnie mimiczne, rodzi się już z odruchowymi reakcjami oralnymi (nie wymieniłam tu oczywiście wszystkich niewerbalnych czynności występujących w przestrzeni ustno-twarzowo-gardłowej).

Dla mnie zawsze najważniejszy jest pacjent, który przychodzi do gabinetu. Zatem będzie to i dziecko, które nie mówi i dziecko, które ma dyslalię, i niemowlę, które jest wnoszone na rękach.

Czynności prymarne uruchamiają i trenują narządy, które początkowo, pierwotnie służą głównie do oddychania, jedzenia i picia, stać się narządami mowy. U człowieka nie występuje osobny układ kostno-mięsniowo-nerwowy, który służyłby tylko potrzebom artykulacji. W filogenezie zostały zatem w sposób wtórny wykorzystane do mowy narządy, które wcześniej służyły do jedzenia, picia i oddychania. Dziecko posiada niezwykłą zdolność do tego, że wraz z progresją innych funkcji, np. słuchowej, potrafi wykorzystać narządy służące celom biologicznym do artykulacji. To dana jedynie człowiekowi umiejętność, ponieważ wiele zwierząt potrafi jeść, pić oddychać, ale żadna z istot żywych na ziemi oprócz człowieka nie ma tak niezwykłego mózgu, aby na bazie tych czynności wytwarzać dźwięki mowy.

Podsumowując: zaburzenia czynności prymarnych mogą przyczynić się w późniejszym okresie do powstania zaburzeń mowy. Co więc powinno zaniepokoić młodych rodziców, ale też nas, logopedów, jeżeli chodzi o czynności prymarne u naszych małych pacjentów?

Czynności prymarne, tak jak tak, jak inne powstają w życiu człowieka i rozwijają się według określonego modelu. Tak jak mowa rozwija się w pewnej sekwencji, w zgodzie z kalendarzem odkreślającym pojawienie się kolejnych kluczowych etapów, tak samo motoryka mała czy też motoryka duża, a także koordynacja wzrokowo-ruchowa i inne funkcje, mają swój określony kierunek rozwoju i sekwencję pojawiających się przemian. Tak samo rozwój czynności prymarnych jest uporządkowany i tam również występuje pewna sekwencja przemian, które pojawiają się w określonym porządku i czasie. Co powinno zaniepokoić rodzica?Np. to, że dziecko nie potrafi w określonym w...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy