Dołącz do czytelników
Brak wyników

Współpraca z...

6 października 2017

NR 16 (Listopad 2016)

Społeczno-psychologiczne efekty kształcenia włączającego osób niesłyszących

0 59

Osoby niepełnosprawne, które doświadczyły odrzucenia ze strony pełnosprawnej większości, poszukają innych grup odniesienia i znajdą oparcie wśród ludzi z podobną dysfunkcją. Czy to oznacza, że edukacja włączająca nie spełnia pokładanych w niej nadziei? Czy złudzeniem jest wizja społeczeństwa jako wspólnego domu, w którym każdy znajdzie swoje miejsce?

Wprowadzenie

Jeśli chodzi o zróżnicowanie sytuacji i preferencji społecznych osób niesłyszących objętych kształceniem włączającym, nie ma prostych odpowiedzi i wyjaśnień. Po pierwsze, rewalidacja to długotrwały proces usprawniania z uwzględnieniem aspektów edukacyjnych. Po drugie, doświadczenie własnej niepełnosprawności w społeczeństwie bez tradycji życia z niepełnosprawnością stanowi nowość.

Badani byli pierwszymi w rodzinie osobami niepełnosprawnymi. Ani oni sami, ani ich rodzice nie dysponowali wiedzą o życiu w warunkach wyzwań, jakie niesie niepełnosprawność. Większość ludzi niepełnosprawnych i ich rodzin dopiero kształtowała siebie i swoje sposoby myślenia i działania – eksperymentując i tworząc prototypy rozwiązań sytuacyjnych i linii biograficznych, dokonywali wyborów dróg edukacji, leczenia, układania stosunków społecznych.

Głusi stanowią 10% ludzi niepełnosprawnych. Znaczna wada słuchu uniemożliwia im odbieranie mowy w formie dźwiękowej drogą naturalną. Pojawia się potrzeba percepcji głównie drogą wzrokową. Dużą pomocą służą urządzenia wzmacniające dźwięki, tzw. aparaty słuchowe. Najpoważniejszym następstwem głuchoty jest niemożność opanowania mowy ustnej w sposób naturalny, tj. przez naśladownictwo słyszanej mowy otoczenia. Trudności te sprawiają, że kształtuje się grupa „mniejszości językowej, posługującej się głównie językiem migowym”. Niesłyszący byli i są od lat uznawani za tzw. dobry materiał do włączania, a zarazem przez długi czas byli traktowani jako mniej wartościowi z uwagi na trudności w porozumiewaniu się.

Rewalidacyjno-edukacyjna wartość dodana w perspektywie biografii niesłyszących absolwentów szkół masowych

Badania zainicjowane w 2000 r. trwają do dziś. Przeanalizowano losy 50 osób niesłyszących dotkniętych wrodzoną lub wcześnie nabytą głuchotą. Osoby te miały za sobą styczności ze szkołami zarówno masowymi, jak i specjalnymi. Przedstawiono dwie ze zgromadzonych biografii – te, które uznano za najbardziej reprezentatywne, a zarazem przedstawiające istotne zdarzenia. Każda ma swoją nazwę nadaną na podstawie rysu charakterystycznego.

Przypadek 1 – nauczycielka

Badana kobieta ma 29 lat i jest stanu wolnego. Zdobyła wykształcenie wyższe, mieszka w dużym mieście. Zdiagnozowano u niej głęboką głuchotę wrodzoną spowodowaną konfliktem serologicznym. Niedosłuch (110 dB) stwierdzono u niej w 10. miesiącu życia. Wcześniej badana gaworzyła. Jako jedyna niesłysząca w rodzinie dorastała w poczuciu braku zrozumienia. Przebyła złożony proces rehabilitacji opartej na metodzie słuchowej. Jej matka była zaangażowana w rozwój córki – odwiedzała specjalistów. W 14. miesiącu życia badana otrzymała aparat słuchowy, do 12. r.ż. pracowało z nią pięciu logopedów. Pierwsze słówka zaczęła mówić w wieku 4 lat. Matka wspierała proces rehabilitacji – przygotowywała obrazki z napisami, łączyła rzeczowniki z czasownikami, np. „mama stoi”, zachęcała do naśladowania mówienia, ćwiczenia z wykorzystaniem lustra. Badana w wieku 4 lat zaczęła uczęszczać do przedszkola integracyjnego, a w wieku 6 lat – do przedszkola dla dzieci niedosłyszących. W tym okresie otaczała się książkami i komiksami – usiłowała wczytywać się w litery i składać je w sylaby. Nie zapisano jej do zerówki, natomiast od pierwszej do piątej klasy uczęszczała do szkoły masowej z oddziałami integracyjnymi. Lekcje języka polskiego i matematyki odbywały się w grupie niesłyszących, a pozostałe – z dziećmi słyszącymi. W szkole dla niedosłyszących posługiwała się mową dźwiękową, ponieważ nauczyciele zabraniali dzieciom migać. Mimo to badana nauczyła się języka migowego i opanowała alfabet palcowy, przydatny w literowaniu nieznanych słów. Poza szkołą spędzała czas w towarzystwie przyjaciółki oraz innych słyszących dzieci. W razie problemów ze zrozumieniem wypowiedzi zapisywała wyrazy na ziemi bądź kartce. Dzieci cierpliwie tłumaczyły jej słowa i starały się z nią porozumieć, zdarzało się jednak, że była obrażana z powodu trudności komunikacyjnych. Następnie badana rozpoczęła naukę w specjalnej zasadniczej szkole zawodowej dla osób niesłyszących, gdzie obowiązywał zakaz migania. Później uczęszczała do specjalnej szkoły średniej dla osób niesłyszących. Była zadowolona z możliwości posługiwania się mową i językiem migowym. Tam rozpoczęła właściwą naukę konwencjonalnego języka migowego, poznała system językowo-migowy wykorzystywany przez nauczycieli – wymagał on bardzo dobrej znajomości języka polskiego. Wykorzystywanie go było trudne dla osób niesłyszących. Kobieta miała trudności z naprzemiennym skupianiem się na rękach i ustach, dlatego też wykorzystywała umiejętność czytania z ust podczas zajęć szkolnych. Mieszkała w internacie, gdzie odbywały się zajęcia taneczne, pokazy, konkursy, spotkania umożliwiające posługiwanie się zarówno językiem dźwiękowym, migowym, jak i gestykulacją. Organizowano również rejsy integracyjne dla młodzieży, w których brały udział także osoby słyszące. Dopiero po ukończeniu szkoły śre...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy