Dołącz do czytelników
Brak wyników

Współpraca z...

6 października 2017

NR 16 (Listopad 2016)

Społeczno-psychologiczne efekty kształcenia włączającego osób niesłyszących

400

Osoby niepełnosprawne, które doświadczyły odrzucenia ze strony pełnosprawnej większości, poszukają innych grup odniesienia i znajdą oparcie wśród ludzi z podobną dysfunkcją. Czy to oznacza, że edukacja włączająca nie spełnia pokładanych w niej nadziei? Czy złudzeniem jest wizja społeczeństwa jako wspólnego domu, w którym każdy znajdzie swoje miejsce?

Wprowadzenie

Jeśli chodzi o zróżnicowanie sytuacji i preferencji społecznych osób niesłyszących objętych kształceniem włączającym, nie ma prostych odpowiedzi i wyjaśnień. Po pierwsze, rewalidacja to długotrwały proces usprawniania z uwzględnieniem aspektów edukacyjnych. Po drugie, doświadczenie własnej niepełnosprawności w społeczeństwie bez tradycji życia z niepełnosprawnością stanowi nowość.

POLECAMY

Badani byli pierwszymi w rodzinie osobami niepełnosprawnymi. Ani oni sami, ani ich rodzice nie dysponowali wiedzą o życiu w warunkach wyzwań, jakie niesie niepełnosprawność. Większość ludzi niepełnosprawnych i ich rodzin dopiero kształtowała siebie i swoje sposoby myślenia i działania – eksperymentując i tworząc prototypy rozwiązań sytuacyjnych i linii biograficznych, dokonywali wyborów dróg edukacji, leczenia, układania stosunków społecznych.

Głusi stanowią 10% ludzi niepełnosprawnych. Znaczna wada słuchu uniemożliwia im odbieranie mowy w formie dźwiękowej drogą naturalną. Pojawia się potrzeba percepcji głównie drogą wzrokową. Dużą pomocą służą urządzenia wzmacniające dźwięki, tzw. aparaty słuchowe. Najpoważniejszym następstwem głuchoty jest niemożność opanowania mowy ustnej w sposób naturalny, tj. przez naśladownictwo słyszanej mowy otoczenia. Trudności te sprawiają, że kształtuje się grupa „mniejszości językowej, posługującej się głównie językiem migowym”. Niesłyszący byli i są od lat uznawani za tzw. dobry materiał do włączania, a zarazem przez długi czas byli traktowani jako mniej wartościowi z uwagi na trudności w porozumiewaniu się.

Rewalidacyjno-edukacyjna wartość dodana w perspektywie biografii niesłyszących absolwentów szkół masowych

Badania zainicjowane w 2000 r. trwają do dziś. Przeanalizowano losy 50 osób niesłyszących dotkniętych wrodzoną lub wcześnie nabytą głuchotą. Osoby te miały za sobą styczności ze szkołami zarówno masowymi, jak i specjalnymi. Przedstawiono dwie ze zgromadzonych biografii – te, które uznano za najbardziej reprezentatywne, a zarazem przedstawiające istotne zdarzenia. Każda ma swoją nazwę nadaną na podstawie rysu charakterystycznego.

Przypadek 1 – nauczycielka

Badana kobieta ma 29 lat i jest stanu wolnego. Zdobyła wykształcenie wyższe, mieszka w dużym mieście. Zdiagnozowano u niej głęboką głuchotę wrodzoną spowodowaną konfliktem serologicznym. Niedosłuch (110 dB) stwierdzono u niej w 10. miesiącu życia. Wcześniej badana gaworzyła. Jako jedyna niesłysząca w rodzinie dorastała w poczuciu braku zrozumienia. Przebyła złożony proces rehabilitacji opartej na metodzie słuchowej. Jej matka była zaangażowana w rozwój córki – odwiedzała specjalistów. W 14. miesiącu życia badana otrzymała aparat słuchowy, do 12. r.ż. pracowało z nią pięciu logopedów. Pierwsze słówka zaczęła mówić w wieku 4 lat. Matka wspierała proces rehabilitacji – przygotowywała obrazki z napisami, łączyła rzeczowniki z czasownikami, np. „mama stoi”, zachęcała do naśladowania mówienia, ćwiczenia z wykorzystaniem lustra. Badana w wieku 4 lat zaczęła uczęszczać do przedszkola integracyjnego, a w wieku 6 lat – do przedszkola dla dzieci niedosłyszących. W tym okresie otaczała się książkami i komiksami – usiłowała wczytywać się w litery i składać je w sylaby. Nie zapisano jej do zerówki, natomiast od pierwszej do piątej klasy uczęszczała do szkoły masowej z oddziałami integracyjnymi. Lekcje języka polskiego i matematyki odbywały się w grupie niesłyszących, a pozostałe – z dziećmi słyszącymi. W szkole dla niedosłyszących posługiwała się mową dźwiękową, ponieważ nauczyciele zabraniali dzieciom migać. Mimo to badana nauczyła się języka migowego i opanowała alfabet palcowy, przydatny w literowaniu nieznanych słów. Poza szkołą spędzała czas w towarzystwie przyjaciółki oraz innych słyszących dzieci. W razie problemów ze zrozumieniem wypowiedzi zapisywała wyrazy na ziemi bądź kartce. Dzieci cierpliwie tłumaczyły jej słowa i starały się z nią porozumieć, zdarzało się jednak, że była obrażana z powodu trudności komunikacyjnych. Następnie badana rozpoczęła naukę w specjalnej zasadniczej szkole zawodowej dla osób niesłyszących, gdzie obowiązywał zakaz migania. Później uczęszczała do specjalnej szkoły średniej dla osób niesłyszących. Była zadowolona z możliwości posługiwania się mową i językiem migowym. Tam rozpoczęła właściwą naukę konwencjonalnego języka migowego, poznała system językowo-migowy wykorzystywany przez nauczycieli – wymagał on bardzo dobrej znajomości języka polskiego. Wykorzystywanie go było trudne dla osób niesłyszących. Kobieta miała trudności z naprzemiennym skupianiem się na rękach i ustach, dlatego też wykorzystywała umiejętność czytania z ust podczas zajęć szkolnych. Mieszkała w internacie, gdzie odbywały się zajęcia taneczne, pokazy, konkursy, spotkania umożliwiające posługiwanie się zarówno językiem dźwiękowym, migowym, jak i gestykulacją. Organizowano również rejsy integracyjne dla młodzieży, w których brały udział także osoby słyszące. Dopiero po ukończeniu szkoły średniej podjęła naukę fonogestów, które stanowiły alternatywę dla czytania z ust. Mowa fonogestami ułatwiła jej komunikację; dzięki niej zrozumiała różnice między pisownią a wymową np. głoski „b” w słowie „chleb”. Po maturze kobieta podjęła studia pedagogiczne, choć obawiała się kontaktów ze słyszącymi rówieśnikami. Po roku nabrała odwagi, a grono jej znajomych stopniowo się poszerzało. W rozumieniu wykładów przydała się umiejętność czytania z ust. Dzięki temu badana ukończyła studia z wysokimi ocenami i podjęła studia podyplomowe. Wykształcenie umożliwiło jej znalezienie satysfakcjonującej pracy w roli pedagoga osób niesłyszących. W wolnym czasie kobieta czyta książki rozwijające słownictwo i dokształca się zawodowo. Jej plany wiążą się z założeniem rodziny i rozwojem zawodowym.

Przypadek 2 – rencistka

Badana ukończyła 45 lat. Jest mężatką. Uzyskała wykształcenie zasadnicze zawodowe, mieszka w dużym mieście. Ma wrodzoną ciężką postać niedosłuchu, który się pogłębia. Rodzice kobiety są głuchoniemi, posługują się językiem migowym. Była wychowywana przez słyszącego dziadka i niedosłyszącą babcię, gdyż rodzice pracowali. W domu rodzinnym panowała atmosfera zrozumienia, ale kontakt z osobami słyszącymi i mówiącymi stanowił problem od zawsze. Mimo prób pozostania osobą samodzielną kobieta jest zmuszona do korzystania z pomocy innych. Komunikacja w wielu instytucjach, zwłaszcza w placówkach służby zdrowia, wymaga obecności tłumacza języka migowego. Do 7. r.ż. badana przebywała wśród dzieci słyszących, później uczęszczała do szkoły dla głuchoniemych. Okres edukacji wspomina bardzo dobrze – zdobyła przyjaźnie na całe życie, otaczały ją osoby pomocne. Czas wolny spędzała z osobami z drużyny harcerskiej, do której należała wraz z innymi dziećmi ze szkoły. Dzięki wysiłkom nauczycielki opanowała umiejętność pisania poprawnego pod względem gramatycznym, nauczyła się też odczytywać mowę z ust, ale w szkole zawodowej wymagano od niej pamięciowego opanowywania obszernych tekstów. Kobieta ukończyła szkołę zawodową jako krawcowa, jednak nie podjęła pracy w zawodzie. Zależało jej na pracy wśród ludzi, dlatego zatrudniła się w spółdzielni jako introligator opakowań. W kontaktach z przełożonymi swoją pomoc oferowali jej inni współpracownicy, którzy znali częściowo język migowy. Ze względu na problemy zdrowotne kobieta otrzymała rentę. Wraz z mężem oraz głuchym synem i jego rodziną zamieszkuje trzypokojowe mieszkanie. Córka kobiety jest osobą słyszącą; mieszka w innym mieście. Podobnie jak badana, jej syn uczęszczał do szkoły dla osób niesłyszących, gdzie poznał swoją żonę. Wnuk badanej także jest osobą niesłyszącą. Kobieta opiekuje się nim oraz wykonuje obowiązki domowe. Brakuje jej dostępu do kultury. Programy telewizyjne rzadko są tłumaczone na język migowy. W przeszłości należała do zespołu tańca dla osób niesłyszących, dzięki czemu zwiedziła wiele miejsc. Niestety, organizacja zakończyła swoją działalność. W turnusach rehabilitacyjnych rzadko bierze udział, a jej kontakty z sąsiadami są ograniczone do grzecznościowych powitań. Brakuje jej kontaktu z osobami spoza najbliższej rodziny.

Rewalidacyjna wartość dodana – wnioski

Do najbardziej istotnych efektów usprawniania należy rozwój kompetencji językowych. Dzieki temu głusi stali się funkcjonalnym elementem systemu społecznego – dowodząc swoimi kompetencjami zasadności usprawniania i nadzoru specjalistów.

Kolejnym aspektem rewalidacyjnej wartości dodanej jest ukształtowanie nawyku codziennej, systematycznej pracy nad sobą. Wprawdzie nie zaowocowała ona wyeliminowaniem skutków uszkodzenia słuchu (bezproblemowe funkcjonowanie w środowisku słyszących), to jednak implikowała wolę kształcenia się, co umożliwiło awans społeczny i poprawę sytuacji finansowej.

Biorąc pod uwagę kształtowanie się tożsamości, funkcjonalne efekty rehabilitacji nie były jednoznacznie korzystne. Mówienie nie likwidowało problemów w życiu społecznym. Niesłyszący doświadczali wyizolowania. Zadawali sobie pytanie, kim są – nie całkiem głuchymi czy nie całkiem pełnosprawnymi. Cechowała ich podwójna tożsamość i konieczność dookreślania własnego wizerunku. Wśród osób z subkultury głuchych bowiem byli w jakiejś mierze renegatami, z kolei w grupie pełnosprawnych budzili dystans. Pewnym rozwiązaniem okazało się wejście do wspólnot osób o podobnych doświadczeniach. W takim środowisku mogli dyskutować, wymieniać się opiniami, rozmawiać o problemach, wzajemnie się wspierać. Owe wspólnoty nie są społecznymi mikroświatami – to charakterystyczne grupy ludzi cierpiących na podobne dolegliwości. Czasem ich członkowie próbują wykluczyć zdrowych lub cierpiących z powodu innych przypadłości, aby zachować poczucie wspólnoty. Łatwiej jest im rozmawiać i wyrażać uczucia w grupie, w której wszyscy wydają się równi i tacy sami. Nie grozi im wówczas wyśmianie. Odrzucają hierarchiczny model słuchania „eksperta”, a przyjmują zasady korzystania i udzielania pomocy w zespole współtowarzyszy niedoli. Konstruują więc nowe metody wspierania, które przekazują w postaci ustnej tradycji. Doktryna sa...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy