Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem
Czy na pewno?

Artykuły z czasopisma | 3 września 2015 | NR 9
0 60

Rozmowa z Joanną, matką trzynastoletniego Krzysztofa, u którego w wieku 6 lat zdiagnozowano mutyzm wybiórczy. Obecnie, po trzech latach terapii, jej syn mówi. Joanna prowadzi na Facebooku grupę wsparcia dla rodziców dzieci z mutyzmem wybiórczym: „Mutyzm Wybiórczy – Grupa Wsparcia”.

Czy możesz opowiedzieć historię swojego syna?

Tata Krzyśka jest Amerykaninem. Krzysztof urodził się w Warszawie i całą rodziną mieszkaliśmy w Polsce. Chłopiec wychowywał się w domu, a w wieku 3 lat poszedł do przedszkola publicznego. I tam właśnie ujawnił się jego mutyzm.

POLECAMY

Najpierw nie chciał korzystać z toalety w przedszkolu. Początkowo myślałam, że pierwszy miesiąc dla wszystkich dzieci jest trudny. 

Krzysiek na początku rozmawiał ze wszystkimi, ale w kolejnych latach przestał mówić do wychowawczyni. Nauczycielka sygnalizowała problem. Informowała, że chłopiec odzywa się do dzieci i przez nie przekazuje ważne informacje, np. że boli go brzuszek. Byłam uspokajana, że jest nieśmiały, że ma kłopot w kontakcie z tą panią, a poza tym nic innego nie wskazywało na istnienie problemu. W domu wszystko było normalnie, w relacjach z rodziną także: do wszystkich się odzywał, jak ktoś przyszedł do domu, też z nim rozmawiał.

Jestem bardzo wdzięczna nauczycielce nauczania początkowego, która prowadziła zajęcia dodatkowe. Doskonale z nim pracowała, nauczyła go czytać, pisać, liczyć. W pewnym momencie Krzysiek zaczął z nią bezgłośne rozmawiać.

W ostatnim roku przedszkola, między 5. a 6. rokiem życia, zaczęłam zauważać regres. Podczas wyjazdów do rodziny Krzyś siedział pod stołem i nie odzywał się do kuzynów. U dziadków w ogóle nie chciał się odzywać. Potem pojechaliśmy do znajomych i syn znowu siedział pod stołem.

W przedszkolu zaczęły się testy gotowości szkolnej. Krzysiek po prostu nie chciał współpracować, nie chciał się odzywać, więc nie można było przeprowadzić z nim testu. Psycholog zasugerowała odroczenie obowiązku szkolnego.

Nie zgodziłam się na to. Nie rozumiałam powodu, dla którego moje dziecko miałoby pójść później do szkoły. Jednak zaniepokojona sytuacją zgłosiłam się z synem do psychologa.

Po dwóch wizytach stwierdzono u niego mutyzm wybiórczy. To działo się w ostatnim roku, tuż przed rozpoczęciem szkoły. Krzysiek miał wtedy 6 lat. Zaniepokojeni, skorzystaliśmy też z konsultacji u lekarza psychiatry, który zdiagnozował mutyzm wybiórczy.

Zaczęły się wakacje, podczas których wszystko było w normie. Krzyś zachowywał się jak inne dzieci, ale my, rodzice, drżeliśmy i obawialiśmy się, jak będzie funkcjonował w szkole.

Wiem, jak trudno jest wybrać szkołę dla dziecka, które czasami nie mówi. Jak było w waszym przypadku?

Zdecydowaliśmy się na szkołę sportową, kierując się przekonaniem, że skoro Krzysztof może nie mówić, to przynajmniej wykaże się w dziedzinach niewymagających mówienia, na przykład w pływaniu. Krzysiek zdał egzaminy, rozpoczął naukę i, niestety, do nikogo się nie odzywał.

Czy poinformowałaś szkołę, że Krzysiek cierpi na mutyzm wybiórczy?

Nie, cały czas odrzucałam tę diagnozę. Nie poszłam do nauczycielki, nie powiedziałam, jaki ma problem, tylko czekałam, co będzie dalej.

Jak Krzysiek zaczął funkcjonować w szkole?

Zaczął jeść posiłki w szkole. W przedszkolu nigdy nie chciał nic jeść, nawet jedzenia z domu. W dodatku od razu zaprzyjaźnił się z kolegami i stał się taką niemówiącą maskotką. Porozumiewał się kwakaniem: tak dawał o sobie znać, że jest. Był to jego sposób na komunikację z otoczeniem. Nie był dzieckiem, które tylko siedzi i w żaden sposób się nie komunikuje. On swoją obecność zaznaczał. Żeby zwrócić uwagę kolegów, żeby się z nim bawili.

Czy Krzysztof był objęty opieką terapeutyczną?

Niestety, jeszcze nie. Dopiero pod koniec pierwszej klasy zaczęły się rozmowy w szkole o jego problemie, a ja przestałam odrzucać diagnozę mutyzmu wybiórczego. 

Kiedy otrzymaliście pomoc ze strony szkoły?

Szkoła zaczęła mi pomagać dopiero w drugiej klasie. Krzyś zaczął uczęszczać na zajęcia do logopedy. Lubił tam chodzić. Bawił się, wydawał z siebie różne dźwięki, naśladował krowy, świnie, a oprócz tego kwakał. Logopeda spodziewała się po nim innych zachowań: że zacznie mówić, że będą uczyć się głosek. I w pewnym momencie stwierdziła, że ma inne dzieci, które czekają i bardziej potrzebują pomocy. Powiedziała, że nie potrafi mu pomóc, a on potrzebuje czegoś innego.

Nie był dzieckiem, które tylko siedzi i w żaden sposób się nie komunikuje. On swoją obecność zaznaczał.

Co się dalej działo?

Później zaangażowała się szkolna psycholog, która zaprosiła mnie na rozmowę. Wcześniej prosiła dzieci o wykonanie jakiś rysunków. Na spotkaniu ze mną stwierdziła, że moje dziecko jest molestowane, i postraszyła sądem rodzinnym. Poza tym powiedziała, że mutyzm wybiórczy może być skutkiem traumy lub molestowania seksualnego. Dzieci miały lekcję o złym dotyku, a Krzysiek narysował, że z ojcem się siłują. Z tego wywnioskowała molestowanie. Ta opinia mnie zszokowała, była absolutnie niewiarygodna. Natychmiast skontaktowałam się z dyrekcją szkoły i przedstawiłam swoje uwagi wobec pani psycholog.

W tym czasie niewiele osób, również specjalistów, miało wiedzę na temat przyczyn mutyzmu wybiórczego. Ciągle jeszcze mutyzm jest mylony z zespołem stresu pourazowego. Jaka była reakcja dyrekcji szkoły?

Już wtedy korzystaliśmy z pomocy terapeutki, która skontaktowała się z dyrekcją i wytłumaczyła, na czym polega problem Krzyśka. Po tym spotkaniu zaczęła się lepsza współpraca ze szkołą. Zorganizowano szkolenie dla nauczycieli i dopiero wtedy grono pedagogiczne zrozumiało, na czym polega to zaburzenie. 

Czy Krzysiek otrzymał w szkole konkretną pomoc?

Tak, został objęty nauczaniem indywidualnym. Jestem bardzo wdzięczna nauczycielce nauczania początkowego, która prowadziła te zajęcia dodatkowe. Doskonale z nim pracowała, nauczyła go czytać, pisać, liczyć. W pewnym momencie Krzysiek zaczął z nią bezgłośnie rozmawiać. Był to duży krok do przodu.

W której był wtedy klasie?

Mówiłam o drugiej klasie, w klasie trzeciej znowu został skierowany do logopedy, która prowadziła typowe zajęcia logopedyczne. 

Wynika z tego, że Krzysztof już w szkole był otoczony należytą opieką. Wspomniałaś, że był też objęty terapią poza szkołą.

Tak, od trzeciej klasy dwa razy w tygodniu chodziliśmy na terapię indywidualną. Miał też terapię grupową.

A jak Krzysiek funkcjonował w grupie rówieśniczej?

Może to wydawać się dziwne, ale całkiem dobrze. Miał tam swoje miejsce, był lubiany, rodzice i dzieci wiedzieli, jaki ma problem. Sprawnie komunikował się z kolegami za pomocą kwakania, gestykulacji i pisania. Łobuzował, społecznie nie odstawał od reszty klasy. Ale pojawiły się problemy z dyscypliną, na przykład na basenie przestał wykonywać polecenia trenera. Pod koniec trzeciej klasy trener zażądał, żeby Krzyśka przesunąć do klasy niesportowej ze względu na jego niezdyscyplinowanie. Sama też zauważyłam, że stracił motywację do pływania. Trzeba było więc podjąć decyzję, co robić: czy zostać w tej szkole, czy szukać innej.

Mamy koniec trzeciej klasy. Czy mogłabyś powiedzieć, jak Krzysztof funkcjonował w domu?

O, to był bardzo trudny czas. Źle się zachowywał w szkole, w domu i na terapiach. Pamiętam też dzień, kiedy na sesji zaczął wrzeszczeć, nie reagował na uwagi terapeuty, nie współpracował. To była bardzo trudna sesja, ale terapeutka w sposób zdecydowany postawiła granice.

Dlaczego ten moment utkwił ci w pamięci?

Bo zaraz po tym wydarzeniu Krzysiek zaczął mówić do jednego kolegi. Pewnego dnia syn przyszedł do domu z kolegą, z którym rozmawiał oraz z jego znajomym. Moja starsza córka była wtedy w pokoju i przybiegła do mnie z wiadomością, że Krzysiek mówi. Zdumiona pobiegłam do pokoju, w którym byli chłopcy. Syn zareagował takimi słowami: „Mamo, po co tu przyszłaś, ja do niego mówię”, więc zamknęłam drzwi i poszłam płakać ze szczęścia. To był taki pierwszy przełomowy moment.

Syn przyszedł do domu z kolegą, z którym rozmawiał oraz z jego znajomym. Krzyś zaczął do nowego kolegi mówić. Moja starsza córka przybiegła do mnie z wiadomością, że Krzysiek mówi. Zdumiona pobiegłam do pokoju, w którym byli chłopcy. Syn zareagował takimi słowami: „Mamo, po co tu przyszłaś, ja do niego mówię”, więc zamknęłam drzwi i poszłam płakać ze szczęścia.

Potem pojechaliśmy na wczasy nad morze. Krzyśka bardzo ciągnęło do dzieci. Pewnego dnia siedzieliśmy w barze, a on był gdzieś przy stołach do bilarda. Nagle zauważyliśmy, że siedzi z jakimś dzieckiem na kanapie i rusza ustami. Natychmiast wysłałam na zwiady córkę z koleżanką, żeby poszły tam i zobaczyły, czy on mówi, czy tylko rusza buzią. Później, gdy chłopcy już się rozstali, sama pobiegłam do nowego znajomego Krzyśka i zapytałam, czy syn mówił. Chłopiec potwierdził. Podobno Krzysiek powiedział mu, że ma taką chorobę, że nie mówi. Później on sam poprosił o pieniądze na czekoladę. Dałam mu, a on za chwilę wrócił z czekoladą. Natychmiast udałam się do baru i zapytałam, czy synek sam poprosił o smakołyk. Gdy potwierdzono, znowu oniemiałam. Później siostra zapyt...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Logopedy"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy